| W UE jesteśmy uznawani za najlepiej zorganizowany związek |
|
|
|
|
Z Prezesem Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich rozmawia Monika Olszewska Skąd idea zrzeszania spółdzielni mleczarskich z całej Polski w jednym związku?
Związek spółdzielni nie jest oczywiście rzeczą nową – powstał kilkadziesiąt lat temu, jako organizacja mająca zrzeszać producentów i przetwórców mleka. Wynikało to z doraźnych potrzeb i obserwacji, jak rozwija się rynek. Dlatego w okresie II Rzeczypospolitej ukształtowała się taka forma współdziałania, jaką były związki spółdzielni, które przejmowały zadania niemożliwe do zrealizowania przez pojedyncze spóldzielnie, działające na rynku lokalnym. Działalność Związku została przerwana w okresie transformacji, konkretnie w 1990 roku. Wtedy Sejm zdelegalizował związki spółdzielni, uznając je, nie wiem dlaczego, za niepotrzebny relikt socjalizmu. Jednak my, mleczarze, uświadomiliśmy sobie, że nie potrafimy funkcjonować na coraz bardziej globalizującym się rynku w takim rozproszeniu. Dlatego spotykaliśmy się i współpracowaliśmy, ale nie jako związek, lecz jako porozumienie.
Na czym wobec tego dziś polega działalność KZSM?
Nasza działalność jest ściśle określona w prawie spółdzielczym i statucie. Mówiąc ogólnie jest to szeroko pojmowana pomoc spółdzielniom i obrona ich interesów. Chodzi przede wszystkim o działalność instruktażową, doradczą, ułatwianie dostępu do informacji naukowych, technicznych, prawnych, ekonomicznych oraz zapewnienie doradztwa w tym zakresie. Również prowadzenie działalności marketingowej. Innym zadaniem jest inicjowanie i wspieranie współpracy między spółdzielniami, a placówkami naukowo-badawczymi. Reprezentujemy również interesy naszych członków wobec władzy państwowej i administracji rządowej. I w końcu współpracujemy z zagranicznymi organizacjami zajmującymi się tematyka mleczarską, co jest od chwili wejścia do Unii Europejskiej jednym z ważniejszych obszarów naszej działalności. Muszę przyznać, że jesteśmy uznawani za najlepiej zorganizowany związek.
Co zatem zrobił Związek, aby ułatwić spółdzielniom mleczarskim przystosowanie się do nowych warunków?
Przede wszystkim, zaczęliśmy prace nad zmianami przepisów, jeszcze zanim było to konieczne i narzucone ze strony państwa. Wiedziałem, że prędzej czy później wejdziemy do Unii i będziemy musieli się dostosować do obowiązujących tam norm. Szybko zrozumieliśmy, że zagadnienie jakości trzeba postawić jako zagadnienie numer jeden i jako zagadnienie najtrudniejsze. Dlatego na długo przed akcesją zaczęliśmy współpracę z wieloma zagranicznymi organizacjami. Badaliśmy wtedy europejskie prawo, organizację, zasady działania i procedury, by potem wdrażać je w Polsce. Działaliśmy zatem z wyprzedzeniem i żadne przepisy nas nie zaskoczyły. To KZSM wpływał na rząd, by wprowadzać dane przepisy, które formalnie nie musiały jeszcze obowiązywać. W działaniach przedakcesyjnych przekonaliśmy również stronę rządową, że Polska powinna mieć dwuletni okres przejściowy na pełne dostosowanie sektora mleczarskiego do wymogów Unii. To się udało i pod koniec 2006 roku, wraz z zakończeniem tego okresu, wszystkie nasze spółdzielnie spełniały wymagane normy. Jednak proces dostosowawczy spowodował problem społeczny, który mogą zilustrować następujące liczby: na początku tego procesu produkcją mleka dla przetwórstwa zajmowało się milion trzysta tysięcy gospodarstw. W tej chwili to jest niecałe dwieście sześćdziesiąt tysięcy. Ponad milion gospodarstw przestało produkować mleko dla przetwórstwa. To obrazuje skalę problemu dostosowania do jakości.
Jak teraz nasz rynek mleka wypada na tle Unii Europejskiej? Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że w żadnym innym kraju Europy sektor mleka nie jest w takim stopniu spółdzielczy, jak w Polsce. Około 70 – 75 % mleka i przetworów mlecznych produkowanych jest w zakładach spółdzielczych, a reszta, a więc tylko ¼ w prywatnym sektorze. Jeśli chodzi o to, jak radzimy sobie na zachodnich rykach, to z dumą muszę powiedzieć, że nie najgorzej. Sektor mleczarski najlepiej ze wszystkich sektorów odnalazł się w nowych warunkach. Teraz, spośród nowych państw Unii, jesteśmy najbardziej cenionym, najważniejszym partnerem. Również dlatego, że jeśli chodzi o członków naszego Związku, wszystkie spółdzielnie spełniają normy jakościowe. Zatem z tej trudnej sytuacji, jaką było nasze wejście na Unijne rynki, wyszliśmy z tarczą, a nie na tarczy. A co z wciąż zmieniającymi się przepisami dotyczącymi prawa żywnościowego? Czy producenci i przetwórcy są zawsze dobrze poinformowani?
Przepisy dotyczące producentów w zasadzie już się nie zmieniają. Największa dynamika zmian miała miejsce w czasie naszego wejścia do UE. Jak mówiłem, wszystkie spółdzielnie spełniają te normy. Natomiast zmiany dotykają najczęściej przetwórców. Dotyczą one jakości oraz bezpieczeństwa eksportowanych towarów. Czy jesteśmy dobrze poinformowani? KZSM współpracuje z organizacjami międzynarodowymi zajmującymi się sektorem mlecznym, np. z Międzynarodową Federacją Mleczarską. A zatem uczestniczymy w procesach przygotowania tych zmian, więc nie mogą nas one zaskoczyć. Jeśli wiemy, w jakim kierunku będą szły zmiany, od razu informujemy o tym naszych członków, zanim pojawią się konkretne przepisy. Dlatego spółdzielnie są zawsze dobrze przygotowane. Oprócz tego organizujemy szkolenia, które wyposażają przetwórców w taką wiedzę.
Jak kształtował się skup mleka w 2007 roku? Czy zaobserwował Pan wzrost w stosunku do lat poprzednich?
Zadałbym to pytanie inaczej: czy istnieje potencjał do wzrostu? Gdyż, gdyby nie obowiązujące nas, jako członków Unii kwoty mleczne, dynamika wzrostu byłaby ogromna. A wynegocjowana kwota mleczna jest nieprzekraczalna, inaczej płacimy ogromne kary. A więc staramy się tak zorganizować produkcję, żeby jej nie przekroczyć. Natomiast moglibyśmy produkować więcej. Rynek mleka w Polsce ma ogromny potencjał. Dlatego staramy się o podniesienie tej kwoty w najbliższych latach i mogę w tej chwili powiedzieć, że Unia prawdopodobnie zgodzi się na coroczny wzrost o 2%. Na pewno mamy wystarczające moce produkcyjne, żeby te wymagania spełnić. Spożycie mleka w Polsce w ciągu ostatnich czterech lat gwałtownie spada, rynek krajowy jest więc za mały. Z drugiej strony mamy w naszym kraju naturalne warunki do produkcji mleka. Dlatego eksport jest kołem zamachowym całej produkcji. Eksportujemy zatem głównie na rynek europejski, ale także na rynki północno-afrykańskie oraz wschodnie.
Co w tej chwili jest najbardziej opłacalne jeśli chodzi o produkcję wyrobów mleczarskich?
Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, to sytuacja szybko się zmienia. Dlatego na eksporcie można łatwo zarobić, ale z powodu tych wahań, również bardzo prędko stracić. Natomiast rynek krajowy jest, co prawda, mniej lukratywny, ale z pewnością bardziej stabilny. Dlatego największe spółdzielnie, to te, które inwestują w kraju. A u nas najbardziej opłacalna jest produkcja towarów wysoko przetworzonych: serów smakowych, jogurtów, kefirów, czyli tych, które nazywamy galanterią mleczarską. Mają one w tej chwili najwyższą wartość dodaną. Dlatego spółdzielnie się specjalizują, to w tej chwili opłaca jest koniecznością wynikającą z mechanizmów funkcjonowania rynku. Rynek także wymaga koncentrację spółdzielni. Na początku procesu przystosowawczego w Polsce działało około 460 spółdzielni. W tej chwili jest ich około 125. Spółdzielnie nie upadają, ale łączą się w większe jednostki, bo w ten sposób lepiej radzą sobie na globalnym rynku, produkcja jest wtedy bardziej opłacalna. Oczywiście pociąga to za sobą również niepożądane skutki, jak spadek zatrudnienia. Jednak takie są wymogi dzisiejszego rynku.
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|