| My wciąż warzymy, a nie produkujemy piwo |
|
|
|
|
Z prezesem Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich Andrzejem Olkowskim, Jak radzą sobie regionalne browary na rynku zdominowanym przez wielkie koncerny?
Z przykrością trzeba przyznać, że radzą sobie dość słabo. Wiele browarów regionalnych zostało z różnych przyczyn zamkniętych w ostatnich latach: około dziesięciu tylko w ciągu ostatnich dwóch lat. Zdarza się, że właściciele dochodzą do wniosku, iż dalsze prowadzenie przedsiębiorstwa jest nieopłacalne, szczególnie w przypadku browarów z większymi tradycjami, tych zakładanych w XVIII ? XIX wieku. Wtedy budowane były na obrzeżach miast, teraz znajdują się w ich centrach, wobec czego grunty, na których się znajdują, nabrały olbrzymiej wartości. Często bardziej opłaca się więc sprzedać ziemię, niż kontynuować produkcję. Przykładem sprzedaży takiego rodzaju jest chociażby Jurand Olsztyn. Natomiast dla mnie najbardziej bolesną upadłością było zamknięcie browaru w Lwówku Śląskim. Nie udało mu się przetrwać, mimo niestandardowych, rzucających się w oczy kampanii reklamowych podkreślających regionalny patriotyzm. Piwa produkowane przez ten browar zwyciężyły chyba wszystkie możliwe krajowe, a nawet międzynarodowe konkursy. Pomimo takich działań, został z rynku wyeliminowany.
Co tracimy, kiedy takie browary, jak ten w Lwówku Śląskim upadają? Przede wszystkim koloryt rynku, różnorodność smaków, wielość marek. Browar regionalny zwykle ma więcej produktów, niż gigant zarabiający miliony. Potrafi wyprodukować piwa nietypowe: koźlaki, czy piwa pszeniczne, które najczęściej znajdują nabywców na rynkach regionalnych. Kiedy zamykane są te małe browary tracimy możliwość napicia się niepasteryzowanego piwa. Na szczęście powstaje coraz więcej browarów restauracyjnych, czyli takich restauracji, które warzą piwo na miejscu i od razu je sprzedają. Dzięki temu klient ma przed sobą urządzenia, może obserwować cały proces, poczuć ten specyficzny zapach i na miejscu spróbować świeżego piwa. Państwo w dalszym ciągu stosują tradycyjne receptury. A duże koncerny? Nie wierzę w żadną tradycyjną recepturę stosowaną przez koncern. Zawsze powtarzam, że w koncernach piwa się nie warzy, tylko produkuje. Z tradycją i recepturą to ma niewiele wspólnego. To komputer decyduje, co należy dodać i w jakiej ilości, na przykład, ile słodu lub jego zamiennika, bo trzeba dodać, że tajemnicą poliszynela jest, iż duże koncerny zamiast słodu często stosują tańsze surowce niesłodowane. Natomiast tam, gdzie piwowar czuwa przez dwa-trzy tygodnie nad otwartymi kadziami fermentacyjnymi, taki proces fermentacji można nazwać tradycyjnym. To piwo jest wykonane według receptury, która sięga kilkaset lat wstecz. Oczywiście, my również modernizujemy zakłady, ale u nas modernizacja nie zakłada komputeryzacji, nie ma wpływu ma technologię Co mogą zrobić małe browary, by poprawić swoją sytuację? Tak naprawdę nie ma wielu możliwości, rynek został zdominowany przez przemysłowe piwo, które przede wszystkim jest za mocno odfermentowane, co oznacza, że z ekstraktu wybiera się właściwie wszystko i przetwarza na alkohol. Browary regionalne nie fermentują piwa do końca, więc taki napój jest bardziej treściwy, ma sporo wyczuwalnego ekstraktu, którego nie przerobiono na alkohol. Oczywiście, nawet regionalne browary muszą zawrzeć w swojej palecie produktów takie mocno alkoholizowane piwo, jeśli chcą się utrzymać na rynku. Jednak generalna strategia działania powinna być inna. Regionalne browary powinny szukać swojego miejsca wśród niestandardowych wyrobów piwowarskich, wracać właśnie do piwa tradycyjnego, piw bardziej treściwych, smakowych oraz świeżych. Ten segment rynku nie jest wielki, ale należy go pielęgnować i rozwijać. A poza tym budować swoją pozycję opierając się na świadomych konsumentach, czyli tych, którzy coraz bardziej cenią sobie produkty zdrowe, wiedzą co to jest slow food. Taki klient będzie skłonny zapłacić nawet więcej, ale ze świadomością, że produkt, który kupuje, jest świeży i zdrowy. A piwo jest zdrowe? Jako prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich, a więc organizacji społecznej, a nie członek zarządu browaru, odważę się to powiedzieć i wziąć na siebie odpowiedzialność za te słowa: przy wielu schorzeniach zalecane jest picie niepasteryzowanego piwa, które szczególnie dobrze wpływa na działanie układu moczowego oraz trawiennego. Działanie takiego piwa może być porównane do wpływu czerwonego, wytrawnego wina na organizm człowieka. W Czechach picie piwa traktowane jest jako element kuracji: lekarz ustala ilość, jaką pacjent powinien spożywać. Jeśli w krajach słynących z tradycji winiarskich podkreśla się, że picie czerwonego wina ma dobry wpływ na krążenie, nerki, ciśnienie, to u nas powinno się robić to samo, tyle że jeśli chodzi o piwo. I taka organizacja jak nasza będzie ten aspekt podkreślać. Dlaczego regionalne browary tego nie robią i w ten sposób nie poprawią swojej sytuacji? Nie pozwala im na to ustawodawstwo. W myśl obecnie obowiązującej ustawy nie można sugerować, że o alkoholu człowiek lepiej się bawi, ma lepszy nastrój, ani też, że alkohol jest zdrowy. Wskazanie na pozytywne aspekty zdrowotne picia niepasteryzowanego, niefiltrowanego piwa jest więc w prostej linii złamaniem prawa. Dlatego nikt się do tego oficjalnie nie przyzna. Ale według mnie to szczera prawda i chociażby w Czechach, bez problemu można o tym mówić. Substancje zawarte w chmielu, takie jak lupulina, działają odprężająco i rozluźniająco, inne wspomagają oczyszczanie organizmu, a niewielka dawka alkoholu, jaką zawiera butelka lekkiego niepasteryzowanego piwa, ma działanie dezynfekujące i udrażniające krwioobieg. Oczywiście należy wyraźnie podkreślić, że tylko umiarkowane spożywanie piwa jest zdrowotnie pozytywne, natomiast każde nadmierne spożycie może być szkodliwe. Ale proszę sobie zaaplikować jednorazowo całe opakowanie aspiryny. Taka ilość może nawet spowodować zejście śmiertelne, ale nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że aspiryna zabija. A wszystko zależy przecież od dawki? Dziękuję za rozmowę. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|