| Wciąż pokutuje przekonanie, że za jakość wody odpowiada sanepid |
|
|
|
|
Z Głównym Inspektorem Sanitarnym Andrzejem Wojtyłą rozmawia Katarzyna Supranowicz Co Pan sądzi o propozycji reformy działania Państwowej Inspekcji Sanitarnej, jaką chcą wprowadzić posłowie z komisji Przyjazne Państwo? Szef tej komisji Janusz Palikot zapowiada, że już we wrześniu jego komisja zacznie prace nad reformą zarówno samego sanepidu, jak też przepisów o kontrolach żywności? Jesteśmy otwarci na wszystkie rozsądne pomysły i gotowi do dyskusji. W Pani pytaniu zawarte jest pewne dość powszechne nieporozumienie, które wpływa na postrzeganie pracy inspekcji. My nie tworzymy „swoich” przepisów...
Wynikają one albo z wielu przestarzałych regulacji prawnych, które dziś nie mają uzasadnienia, albo z prawa europejskiego. W tej chwili aktywnie uczestniczymy wspólnie z właściwymi ministerstwami w zmianie przepisów prawnych dotyczących naszego zakresu działania, np. Prawa budowlanego. Są tam regulacje z lat 70. minionego stulecia, które faktycznie utrudniają proces inwestycji i tworzą niepotrzebne bariery dla przedsiębiorców. Z kolei wspomniana przez Panią urzędowa kontrola żywności wynika z całego katalogu rozporządzeń unijnych. Oczywiście w wielu miejscach, tam gdzie Unia Europejska zostawia pewną swobodę krajom członkowskim, sporo można poprawić, ale jednocześnie unijne wymogi są coraz bardziej surowe. Uważam, że wielkim błędem byłaby zmiana struktury pionowej inspekcji, która świetnie się sprawdza w sytuacjach kryzysowych i wiele państw europejskich zamierza ją powielić u siebie. Być może z racji moich doświadczeń zawodowych chciałbym, aby Państwowa Inspekcja Sanitarna ewoluowała w stronę amerykańskiego CDC (Centers for Disease Control and Prevention). Niezbędne jest odejście od represyjnego charakteru ?sanepidu?, w stronę urzędu koncentrującego się w większym zakresie na zdrowiu publicznym i profilaktyce - nie tylko chorób zakaźnych, ale również chorób cywilizacyjnych. Dlatego prowadzimy coraz więcej akcji promocyjnych, np. ?Trzymaj formę? - prowadzoną wspólnie z Polską Federacją Producentów Żywności w ponad 5 tys. szkół, co czyni ją największą w Europie kampanią społeczną na rzecz prawidłowej diety i walki z otyłością wśród dzieci i młodzieży. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli niezwykle korupcjogennym zjawiskiem jest to, że wielu inspektorów prowadzi dodatkowo działalność biznesową jako rzeczoznawcy. Zdarza się, że najpierw za pieniądze wydają opinie o oddawanych do użytku obiektach, a potem - już jako inspektorzy - decydują o ich dopuszczeniu do użytkowania . Co Pan sądzi o tym zjawisku i jak mu zaradzić? Raport, o którym Pani wspomina, dotyczy roku 2004. Obecnie obowiązuje zasada, że pracownik inspekcji nie może dodatkowo zarobkować na obszarze właściwym dla stacji, w której pracuje (powiat, województwo). Wprowadziłem również procedury wewnętrznej kontroli, których wyniki w kilku przypadkach zmusiły mnie do zmian kadrowych. To oczywiście nie rozwiązuje problemu. Jego istota sprowadza się do zbyt małej liczby rzeczoznawców. Wg. stanu na koniec 2007 r., uprawnienia te posiada zaledwie 366 osób na terenie całej Polski, z czego 162 osoby zatrudnione są w stacjach sanitarno - epidemiologicznych. Średnio jeden rzeczoznawca na powiat! Dlatego w GIS przygotowaliśmy projekt zmian, tak żeby dopuścić znacznie większą liczby osób do tej profesji. Ponadto jak wspomniałem, wspólnie z Ministerstwem Infrastruktury przygotowujemy zmiany w przepisach budowlanych, m.in. w celu uproszczenia procedur dokonywanych przez rzeczoznawców. Skargi dotyczą też odpraw celnych. Przewoźnicy podobno coraz częściej korzystają z odprawy celnej np. w Hamburgu, gdzie odprawa jest co prawda droższa, ale mniej skrupulatna i szybsza. Obecnie obowiązujące prawo unijne pozostawia swobodę krajom członkowskim w uregulowaniu systemu granicznych kontroli. Decyzjami Komisji Europejskiej w krajach Wspólnoty wyznaczane są natomiast miejsca granicznej kontroli wyznaczone do odprawy szczególnych towarów, np. pistacje i orzeszki z niektórych krajów. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 24 stycznia 2007 r. określa wykaz towarów, które podlegają granicznej kontroli sanitarnej. Wykaz ten powstał w oparciu o analizę zagrożenia przy współpracy ze stacjami sanitarno-epidemiologicznymi i instytutami naukowymi. W ubiegłym roku wykaz ten uległ skróceniu. Napływają również sygnały, iż w portach niemieckich nie odbywa się graniczna kontrola sanitarna materiałów i wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. W tym roku - w ramach kontroli granicznej, jak i kontroli już po wprowadzeniu na rynek ? organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej zakwestionowały już kilkanaście partii tego typu towarów pochodzących z krajów Azji (talerze i miski porcelanowe, naczynia z melaminy, w których stwierdzono m.in. niedopuszczalne migracje metali ciężkich, migrację formaldehydu i innych substancji niebezpiecznych). Śmiem przypuszczać, że wiele tych artykułów mimo niskiej ceny nie znalazło w Niemczech nabywców ze względu na ich niską jakość. Nasze społeczeństwo jest ciągle mniej zamożne, ale czy musi to oznaczać, że możemy pozwolić sobie na szafowanie zdrowiem polskich konsumentów? Rosnąca liczba zgłoszeń w systemie RASFF oraz konieczność zwiększenia bezpieczeństwa żywności skłoniła Komisję Europejską do rozpoczęcia prac nad wprowadzeniem ogólnounijnego wykazu towarów podlegających granicznej kontroli sanitarnej. Bez przesady można więc stwierdzić, że w tym zakresie Komisja Europejska zamierza wzorować się na rozwiązaniach obecnie stosowanych w Polsce. Wychodząc naprzeciw postulatom przedsiębiorców w przygotowanej nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności, oprócz wielu innych zmian, wprowadzona zostanie możliwość odprawy u odbiorcy towaru (a nie jak dotychczas w siedzibie importera). Pozwoli to na znaczne zmniejszenie kosztów związanych z wprowadzaniem na rynek żywności importowanej ponoszonych przez przedsiębiorców. Warto dodać, że przedsiębiorcy wskazują przede wszystkim na niekorzystne przepisy podatkowe związane z rozliczeniem podatku VAT, który w Polsce musi być uiszczony bezpośrednio po odprawie celnej, natomiast w innych krajach europejskich (Niemcy, Holandia) opłaty te uiszcza się dopiero po 30 dniach od odprawy. W ostatnim czasie media informowały o kolejnych przypadkach zakażenia wody w wodociągach bakteriami coli. Z czego może wynikać taka sytuacja? Czy widzi Pan w tym jakieś niedopatrzenia czy zaniedbania ze strony lokalnych stacji sanitarno-epidemiologicznych? Wręcz przeciwnie. To, że wykryto te zagrożenia w ramach urzędowej kontroli wody jest wielką zasługą pracowników stacji sanitarno-epidemiologicznych i dowodem, że zadania te są prawidłowo wykonywane. Natomiast wciąż pokutuje przekonanie z minionej epoki, że za jakość wody odpowiadają stacje sanitarno - epidemiologiczne. Zgodnie z prawem, tak jak za jakość zdrowotną żywności odpowiada przedsiębiorca, tak za jakość wody odpowiada przedsiębiorstwo wodociągowe, z reguły są to firmy komunalne. Rolą inspekcji sanitarnej jest natomiast sprawowanie nadzoru i urzędowej kontroli. W dużych wodociągach, gdzie woda jest badana dosłownie na każdej zmianie, już od dawna nie zanotowano żadnych niepokojących przypadków. Problemy sporadycznie zdarzają się w małych miejscowościach. Zanieczyszczenia z reguły dotyczą bakterii coli, co może świadczyć, iż w danej gminie są problemy z gospodarką wodno- ściekową. Niestety, niektórzy samorządowcy nie rozumieją, że jako ?właściciele? wodociągów są odpowiedzialni za jakość wody, m.in. poprzez wdrożenie wewnętrznych systemów kontroli jakości. Dlatego poleciłem, aby w ramach urzędowej kontroli sprawdzać, czy takie procedury są wdrożone. Chciałbym jednak podkreślić, że pod względem jakości wody w Polsce w ostatnich kilkunastu latach nastąpił skok cywilizacyjny, głównie dzięki wysiłkom samorządów, które korzystają ze środków unijnych na rozwój infrastruktury. Jestem z wykształcenia lekarzem pediatrą. Jeszcze 20 lat temu w prawie każdym oddziale pediatrycznym istniały pododdziały biegunkowe. Dziś to rzadkość, m.in. dzięki poprawie jakości wody pitnej. Bakterie salmonelli i coli także mogą występować w kąpieliskach. Jak wygląda stan polskich kąpielisk? W tej dziedzinie także następuje znacząca poprawa – efekt inwestycji w kanalizację i rozwój infrastruktury. Polskie kąpieliska muszą jednak dostosowywać się do unijnych wymagań, a te są coraz surowsze. Nowa dyrektywa „wodna” mówi, że najpóźniej do końca sezonu kąpielowego w 2015 roku, wszystkie wody w kąpieliskach osiągną status co najmniej „dostateczny”, oraz że państwa członkowskie podejmują praktyczne i proporcjonalne środki w celu zwiększenia liczby kąpielisk, w których woda klasyfikowana jest jako „doskonała” lub „dobra”. Jak oceniłby Pan stan sanitarny naszego kraju na tle innych w krajów UE? Naprawdę nie mamy się czego wstydzić, np. liczba zakażeń i zatruć pokarmowych jest u nas na poziomie podobnym jak w krajach ?starej? Unii. Zresztą gołym okiem widać, jak zmienił się w Polsce cały sektor spożywczy. W głównej mierze jest to zasługa wolnego rynku i coraz większej konkurencji na tym rynku. Podobnie jest z jakością wody, gdzie nastąpiła komercjalizacja i konsolidacja przedsiębiorstw wodociągowych. Prowadzimy obecnie prace nad dość nowatorskim projektem uporządkowania rynku suplementów diety, szczególnie tych z pogranicza żywności i leków. Mimo pewnej poprawy odstajemy ciągle pod względem liczby zakażeń szpitalnych, co wiąże się z fatalną sytuacją finansową wielu publicznych szpitali. Liczę, że parlament do końca roku upora się z uchwaleniem nowelizacji ustawy o chorobach zakaźnych, która wprowadza nowoczesne formy nadzoru, zwiększające bezpieczeństwo pacjentów. Konieczne są tu także zmiany organizacyjne w samych ZOZ-ach. W tym roku, dzięki decyzji pani Minister Ewy Kopacz, udało się do kalendarza szczepień wprowadzić dwie nowe szczepionki - przeciwko pneumokokom i ospie wietrznej dla dzieci z wybranych grup ryzyka. Dziękuję za rozmowę. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|